>polaroid – dzień pierwszy

>

Wczorajszy słoneczny dzień uznała za znak🙂 stwierdziłam że może to być ostatni dzień kiedy mogę wypróbować moją nową zabawkę – polaroida SX 70 model 1000 supercolor (w drodze jest już klasyka SX70 – polaroidowa lustrzanka). Filmy grzecznie od tygodnia leżały w lodówce… postanowiłam zadziałać, przełamać pierwsze lody i paniczny strach przed tym że aparat może nie zadziałać (no bo ustrojstwo z lat 60-tych, pewnie przynajmniej od dwudziestu lat nieużywane… Wsadziłam kasetę i… gloooooria!!!!!!!!!!!! Działa!🙂

Przyszedł czas na pierwsze zdjęcie – o matko jakie temu towarzyszyły emocje!!! Czy wyjdzie, czy się nie prześwietli, czy zdążę odpowiednio szybko schować zdjęcie przed światłem… Przyznaję się, poszłam na łatwiznę – jako modela zatrudniłam mojego Michała – jeśli chodzi o zdjęcia to chodzący samograj🙂 opłaciło się, jestem zadowolona z efektu (chociaż mam wrażenie że coś z tym filmem jednak jest nie tak, ale…)

Zdjęcie się trochę nie dowołało, odrobinę prześwietliło, ale efekt mnie pozytywnie zaskoczył. Niestety potem było już tylko gorzej… zachęcona ciekawym efektem poprosiłam Michała żeby teraz on zrobił mi portret; hmmm… odkryłam że robię lepsze kadry na ślepo niż mój mąż patrząc przez wizjer – no cóż. Potem kolejne niepowodzenie – misio niestety nie docisnął do końca migawki (wybrałam jego bo ma dłuższe ręce, a chciałam żebyśmy mieli wspólne zdjęcie), no i NIC nie wyszło hahahah nie tylko na zdjeciu nic nie wyszło, ale nie wyszło samo zdjęcie z aparatu! w ruch poszły cęgi – podejrzewam że wyglądałam w tym momencie komicznie przeklinając pod nosem i siłując się🙂 ale postanowiłam że to „ujęcie” nie pójdzie na marne i stworzyłam DZIEŁO zatytułowane: sometimes it’s really impossible
Zdeterminowana potrzebą rodzinnego portretu namówiłam M. na kolejne ujęcie – tym razem misio docisnął migawkę, jednak w tym samym czasie przesunął cały aparat o jakieś 5-10cm w prawo hahahhahahaha i chyba dobrze że nie widać do końca naszych radosnych min hahahhhahhaha – było bosko!

Pierwsze polaroidowe doświadczenia (nie licząc tych z dzieciństwa) mam już za sobą. W podsumowaniu stwierdzam iż pasja jest kosztowa aczkolwiek emocjonująca, podnoszaca adrenalinę co w efekcie czyni ją godną swojej ceny.
Zainspirowana wczorajszymi doświadczeniami i otaczającymi mnie przedmiotami z miejsca postanowiłam zrealizować foto na wyzwanie fotoLiftowe na art-piaskownicy, któremu tym razem przewodniczy Antilight. Już dziś wieczorem na blogu będziecie mogli zapoznać się z tematem i zasadami. Na zachętę wrzucam moją pracę:
Nie jestem do końca zadowolona z mojej realizacji, ale po wczorajszych przeżyciach jedynie na tyle było mnie stać, mam nadzieję że Wasze prace będą znacznie ciekawsze.
A na koniec jeszcze chciałabym wspomnieć, że dzisiaj na Szwedzkim blogu wyzwaniowym Swe Scrapbook dziewczyny liftują mojego starego scrapa, którego robiłam dla Nuli, ze zdjęciem jej Kubka – zapraszam Was do oglądania ich prac (mnie osobiście najbardziej spodobała się praca Terese, która zaskoczyła mnie mnie swoją wersją C&S tego scrapa).
Cudnego weekendu życzę Wam wszystkim i dziękuję za wszystkie komentarze – aż chce siępisać więcej i częściej :***

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: