Archive for Lipiec, 2011

31/07/2011

nowa ‚czerń’

Był już post o nowej bieli, dziś nadeszła chwila prezentacji nowej czerni, która jest… granat – czyli najciemniejszy odcień mojej ukochanej gamy niebieskości. Czy to chaber, indygo, ultramaryna czy błękit paryski… nieważne, liczy się głębia koloru i moc kontrastu – ten najprostszy, klasyczny i najbardziej oczywisty – z bielą oczywiście. Kolejna praca w tych kolorach, tylko razem klasyczny layout 30×30:

 

 

Praca inspirowana kolażami Beatriz Mahan – pomogła mi się uwolnić ze scrapowych ograniczeń, rozwinąć skrzydła i poczuć się… dobrze 🙂
A propos Bei… byłam wczoraj na wystawie Małych Form Grafiki w Galerii Miejskiej w Łodzi, na której m.in. były pokazane prace mojej wspaniałej inspiracji 🙂 widzieć jej ‚suchą igłę’ na żywo – nieocenione. Zrobiłam tez kilka zdjęć dla artystki i dla Was również 🙂

 

i jeszcze zdjęcie galerii z zewnątrz – uwielbiam ten łódzki mały pałac (jakbyście chcieli to mam więcej zdjęć  detali i witraży 🙂 – secesja moja miłość);

Chciałam jeszcze wiele napisać w tym poście, ale znów miałam kłopoty z blogiem i od wczoraj (!) męczę się z pisaniem… Poza tym nie mam czasu, odkryłam kolejne cuda kinematografii, pokochałam nowych twórców i to mnie inspiruje do działania i czuję już pod skórą nowy art-journal, znam temat, widzę formę, czekam już tylko na wizję kolorów, bez tego nie zacznę…

—————————————————————————————————————————–

No i zapomniałabym… na blogu art-piaskownicy nowy koloroTON! oczywiście biało-granatowy 🙂 musicie wziąć udział w tym wyzwaniu! Nie marnujcie czasu, do dzieła!

Reklamy
30/07/2011

Antychryst

Całkowicie zdaję sobie sprawę z opóźnienia mojej fascynacji, ale… dopiero wczoraj obejrzałam ‚Antychrysta’… wcześniej się po prostu bała (bo ja się boję horrorów i nawet ‚Harrego Pottera’ oglądam z zamkniętymi oczami:). Jednak w końcu znalazł się ktoś kto zechciał mnie przez ten las przeprowadzić (tylko jak ja teraz wrócę do mojego drewnianego domku w środku lasu? jak ja mam tam mieszkać?). Jestem absolutnie zachwycona, totalnie zakochana w obrazach, które tam zobaczyłam, w fenomenalnym świetle i klimacie wszechogarniającego zła, które… zaskakująco, przerażająco zaskakująco buduje we mnie spokój (?!) Nie wiem o co chodzi, szczerze… ale niesamowicie się wyciszyłam i uspokoiłam kiedy ‚dotknęłam’ depresji obrazami von Triera.

Nie widziałam horroru, nie zauważyłam pornografii (mimo iż oglądałam wersję nieocenzurowaną…) Tylko spokój. Wielość symboli, nieoczywistości, równoległych światów i prawd powoduje że cały czas o tym myślę, na nowo odbieram każdą scenę, a raczej każdy obraz; tłumaczę sobie, czytam no nowo ikonografię. To nie film, to fascynująca sztuka, którą polecam każdemu i zachęcam do przygotowania się do niej. Za tydzień serwuję sobie ‚Melancholię’ – już wiem że to będzie bolało…

I wątek patriotyczny – zdjęcia, efekty specjalne – to wszystko poza wartością ‚literacką’ – to dzieło NASZYCH – jestem taka dumna!

28/07/2011

inspirowane

Dzisiaj krótko i na temat, bo śpieszę się do prac ogrodowych – wyszło słońce, przestało padać i mam mnóstwo pracy (i przyjemności również, bo żniwa grzybowe są zaskakująco ogromne jak na tę porę roku).

Pierwsza praca to zapowiedź mojej nowej obsesji kolorystycznej: biało-granatowej… „paryski błękit” – bo tak w niektórych kręgach mówi się o granacie – kocham od dawna, ale ostatnio w fazie tworzenia w pastelach trochę o nim zapomniałam. Poniżej layout w formacie A4, ze zdjęciem otrzymanym od scrapowej przyjaciółki autorstwa Michała Dembińskiego; całość szybka i baaardzo przyjemna, inspirowana grafikami, rysunkami i kolażami mojej hiszpańskiej koleżanki – Bei Mahan.

 

Wczuwajcie się  w ten przemiły kontrast, bo planuję go tu gościć przez jakiś czas 🙂

Kolejne dziś prace to zdjęcia… inspirowane tematem. Inspiracje do najnowszej fotoGRY na art-piaskownicy podała Katasiaczek i są nią : OKULARY 🙂

temat wcale nie taki łatwy jakby się wydawało, ale przynajmniej zmobilizował mnie do zrobieniu „kilku” zdjęć; niestety nie trafiłam na słońce, a szkoda, bo przez to moje realizacje są ponure…

 

——————————————————————————————————————————————————————————-

Zapraszam Was do udziału w wyzwaniu, do zobaczenia pozostałych prac wykonanych z myślą o tym temacie, zainspirowania się i…stworzenia własnej fotografii.

24/07/2011

jak afisz…

Zacznę od tego że na początku bardzo bałam się tej pracy… wydawało mi się że rzuciłam się z motyką na słońce; miałam ambitny plan wykorzystać różne materiały, których dotychczas nie tykałam palcem… maski, gipsowe (chyba), duże elementy vintage, gałązka z plastikowymi kwiatkami… nawet jak to teraz pisze to się krzywię. Jednak mimo wszystko odważyłam się na to wszystko dzięki pewnemu zdjęciu i pomysłowi, który nawiedził wtedy moją przerażoną samą myślą o tych materiałach głowę.

Nie znacie jeszcze mojej rudej aktorki – Agatki… wystąpiła już raz na jednym z moich scrapów (‚kurewna Ścieżka’), który nie był na blogu publikowany (kliknijcie TUTAJ żeby się z nim zapoznać). Agatka w czasach kiedy przygotowywałam sie do egzaminów do szkoły teatralnej mówiła monolog Gilety z „Księżniczki na opak wywróconej” Calderona i właśnie w tym tekście podobała mi się najbardziej, uważam że jest stworzona do grania tej postaci. Przypomniałam sobie o tym, dopasowałam jej wykreowane przez Dianę Błażków zdjęcie, dodałam wspomnienia o włoskich i hiszpańskich starych kamienicach i narodziła się wizja… Niczym Julia na swoim balkonie w Weronie – Agata – jako Gileta w oknie na moim layoucie – jak na afiszu… prawie… (czy to robi w tym momencie dużą różnicę?).

 

absolutnie wszystkie wykorzystane materiały to Prima Marketing; papiery z kolekcji ‚Alla-Prima’, shabby-chic resins by Ingvild Bolme,

maski-cegiełki (o.O! użyłam ich!), filcowy rub-on – korona i alfabety, ach i gałązka w oknie również.

Praca wyszła niezwykła, już nie ważne czy „moja” czy „nie moja”… po prostu inna od wszystkiego. Rezultat mnie satysfakcjonuje i udowadnia że są w scrapbookingu jeszcze rejonowy których nie eksplorowałam 🙂 a które są ciekawe. Nie warto się zamykać na nowości, nawet te które dotychczas uważaliśmy jako wrogów kreatywności.

Przepraszam ze Was tak zamęczam w weekend, ale po cudownie słonecznym poranku i pracy w ogrodzie nadeszło znów deszczowe i pochmurne popołudnie – postanowiłam coś napisac, bo przecież wy też siedzicie w domu i czasem fajnie jest poczytać jakis nowy posta i zobaczyć nową pracę.

A propos… jestem w trakcie uzupełniania moich ulubionych linków z boku strony, niestety nie mam adresów wszystkich blogów, brakuje mi jeszcze kilku do pełni szczęścia… czy mogłybyście wpisywać mi adresy swoich blogów w komentarzach – będę wdzięczna :*

23/07/2011

powrót anno-mariowego

Coś mi się wydaje że dla wielu z Was ten tytuł będzie wieloznaczny 🙂 ale mnie chodziło konkretnie o powrót dawno zapomnianego wyzwania „anno-mariowego”, czyli ekspresowego wyzwania mojego i nulowego. Moja urocza koleżanka po fachu (nula) ostatnimi czasy straszliwie się scrapowo rozleniwiła… a to firma, a to dziecko, pogoda, a to „nie chce mi się”… nie było wyjścia, trzeba było się za nią wziąć. Wiedziałam że tylko ja swoją zdecydowaną postawą i zacnym wyzwaniem jestem zdolna ją wyciągnąć ze scrapowego dołka. Przejrzałam czym prędzej moje fircykowe favsy w poszukiwaniu jakiegoś inspirującego layoutu (a jest już ich na prawdę niewiele, to straszne, ale coraz mniej prac mnie inspiruje… pewnie źle szukam…) i natrafiłam na FRAGILE, które wyszło spod zdolnych, dziewczęcych łapek Vnillie.

Od razu wiedziałam że cały jego urok w tych kobiecych zdjęciach, romantycznych dodatkach i zdecydowanych tle nadającym charakter całości… chciałam zrobić coś innego, wywrócić klimat o 180 stopni. Nie wiedziałam jak się za to zabrać. Ostatecznie wyszło ‚mojowo-anno-mariowo’ 🙂

 

 

Wyjątkowo dobrze mi ta praca zrobiła… ta pogoda za oknem, myśl o tym że nie czeka mnie już w te wakacje żaden nadmorski wyjazd… a tutaj te kochane „karwieńskie” zdjęcia czerwcowe, niemal czuję tę poranną bryzę, która wtedy tak cudnie zawładnęła całą plażą…eh…

Bazą jakby całkiem intuicyjnie znów stał się ‚mint’, dodałam do niego odrobinę wyjątkowo wyrazistego papiery Crate Paper od Tusi, różnych ścinek (również ze scrapek.pl) i oczywiście… Prima, a co! drewniane gwiazdki i kryształki były końcówką mojego „i”, a kropką nerwowy rysunek kolorowymi tuszami i delikatna faktura gesso (wiem niewiele widać na tym zdjęciu, ale musicie mi wierzyć na słowo).

O! Właśnie w tej chwili zaświeciło u mnie słońce! Znikam zatem ratować moje zbite deszczem kwiaty, mój wspaniały ogród o którego tak dbałam od marca wygląda jak „zbity pies” po ostatnich nawałnicach… trzeba pomóc, nie ma rady. Was też nie chcę dłużej zatrzymywać w ten weekend… wracajcie do dzieciaków i szukajcie słońca. Buziole (i dziękuję że tu zaglądacie i czasem zostawiacie po sobie kilka miłych słów).

xoxo

22/07/2011

plażowy wiatrodzień

Dziś jeszcze jedna praca wykonana dla primowego DT. Tym razem na tapetę poszła nowa kolekcja ‚Alla Prima’ i w sumie nie dodałam do tej bazy zbyt wiele, jedynie moje ulubione filcowe rub-onsy, kryształki i fragment papieru bawełnianego – z tej samej kolekcji. Bardzo żałuję że moja maszyna jest zepsuta, bo cudownie by się te bawełniane papiery szyło – wizualizuję sobie te albumy – no ale trudno, może Wam będzie dane tak je wykorzystać.

 

 

Muszę się przyznać że lubię tego scrapa, może dlatego że kocham to zdjęcie Jasia (wiem co tu widać, ale może… a wkleje je Wam osobno, a co – uwielbiam je). Wydaje mi się jakieś taki najbardziej „mój” (mimo że wsadziłam tam dwa gipsowe ptoki shabby chic ahahahahah). To była moja druga praca robiona na materiałach Prima Marketing i pamiętam że jak ją skończyłam, uwierzyłam że się da i że podołam 🙂

Ach! mam jeszcze zdjęcie detalu! 🙂 to największy rub-ons jakiego kiedykolwiek użyłam… te filcowe są fajne, ale ze wzglądu na swoją ‚mięsistość’ niezbyt dobrze radzą sobie w drobnych szczegółach, ale i tak je lubię – bo Ci co mnie znają – wiedzą – „to przecież nieistotne” 🙂

No i co… d..a a nie zdjęcie detalu? ale co tam 🙂 ptoka widać (ptok by Ingvild Bolme ‚shabby treasures’).

A teraz moje kochane dziecię; cudowny, wietrzny poranek i ‚milion’ zdjęć zrobionych podczas dwugodzinnego spaceru po plaży. Była wspaniale, spotkaliśmy wtedy nie więcej niż dziesięć osób – obłęd jeśli chodzi o morze w Polandii. Im mniej tym lepiej – ale pamiętajcie, tylko przed sezonem.

To tyle na dziś. Dziękuję Wam bardzo, bardzo że zaglądacie tu do mnie na ten koniec świata pozbawiony wszelkich udogodnień ‚bloggera’ 🙂 Dziękuję za Wasze komentarze – każdy z nich sprawia mi radość i czuję że o mnie pamiętacie. Aż mi się chce do blogowania wracać… fajnie :* Miłego dnia!

21/07/2011

‚nowa biel’

Ostatnio zaobserwowałam w moich pracach niesamowitą skłonność do tworzenia w kolorach kremowych, do zastępowania czystej bieli delikatnym ecru lub pudrowym magnoliowym… to chyba taka moja ‚nowa biel’; wypatrzyłam również ‚nową czerń’, ale o tym w innym poście 🙂

Moja ‚nowa biel’ ratuje mi tyłek w działaniach „primowych” – jest moją ucieczką od kolorów i walorów, z których na codzień nie korzystam, nie lubię i źle w nich wyglądam po prostu. Czasem mam wrażenie że projektantki primowych papierów są czarnowłose, bo to właśnie brunetki i sztynki dobrze się w tych kolorach czują (oczywiście generalizuję, ale to są moje wieloletnie, subiektywne obserwacje).

no dobra nie zamęczam Was już tymi wykładami o kolorze i walorze – przechodzę do rzeczy. Oto mój dotychczas  najbardziej ‚primowy’ layout. Odważyłam się na użycie gigantycznego kwiatu z błyskotkami w środku i piórami bażanta po bokach 🙂 czyli ‚Gemini Flower’ – w wersji ‚nowa biel’.

 

na zdjęciu moja primowa modelka – kochana Zu; photo by M.K.

Oprócz gigantycznego kwiatu (który moim zdaniem powinien pełnić rolę rolę broszki, lub ozdoby do włosów; mam takich jeszcze w kilka w różnych kolorach i tak właśnie je wykorzystam), użyłam jeszcze gałązki z filcowych rub-onsów, gipsowej budki dla ptaków w stylu shabby-chic (ahahhaah) by Ingvild Bolme i uwaga uwaga – maski (pierwszy raz w życiu), którą przesmarowałam gesso 🙂 poza tym dwie plastikowe różyczki w kolorze kremowym – uważam ze są słodkie 🙂 ahhaha no po prostu uroczo 🙂 Mojej Zu nowe błyskotki się podobają i zaspokajają jej dziewczęce potrzeby ukwieconego błysku.

Przy pokazji tego wpisu chciałabym Was zaprosić do udziału w piaskownicowym fotoLIFcie, który przedłużyłyśmy do 27 lipca; dotytchczas pogoda była kapryśna i może nie każdy zdążył wykonać swoją wersję inspiracyjnego zdjęcia. Mnie udało się dwa dni temu: bigałam jak głupia po polu z pilotem, zamiast statywu przyciągnęłam ze sobą stołek i w końcu z dwustu zdjęć udało się wybrać to jedno które się nadawało do zilustrowania tego wyzwania. Kadrowanie w locie?! – phi… polecam 🙂 i pan rolnik który kręcił się nieopodal patrząc z niedowierzaniem – również 🙂

Jeśli nabraliście ochoty na zdjęcia w tym klimacie, zapraszam TUTAJ po szczegóły.

Życzę Wam udanego popołudnia, bez burz i tych okrutnych nawałnic; oby więcej drzew i gałęzi nie spadało :*

19/07/2011

rudolf na wakacjach

Paradoksalnie prawie w środku lata pojawia się na moim blogu wpis ‚wigilijny’. Ano tak się złożyło że DT I {lowe} SCRAP dostało nowe wyzwanie „dwa kolory”; w pierwszej edycji dominantą ma być połączenie chłodnej mięty i ognistego karminu. Po przejrzeniu zdjęć, jedyne jakie mi podpasowało pochodziło z reniferowej sesji, która odbyła się kilka dni przed zeszłorocznymi świętami bożonarodzeniowymi, kiedy to wraz z grupą przyjaciół świętowaliśmy hucznie nadchodzącą wigilię… chyba jakieś 50-60 godzin 🙂

Na zdjęciu nietrzeźwy rudolf, elf nr1 – nietrzeźwy i niezadowolony, elf nr2 – jak zwykle zadowolony i radosny, elf nr3 – to śpiący elf, elf nr4 – nietrzeźwy, robiący to zdjęcie. Jednym słowem – długo by opowiadać 🙂

Layout wykonany na bazie z kolekcji Mint, uzupełniony Love&Marry I {lowe} SCRAP.

16/07/2011

oczyszczenie & zaproszenie

Oczyszczam się… tym razem wszystkie pozytywne emocje wylewam na papier. Pracuję szybko (jak nigdy) i z przyjemnością (jak zawsze).

Moją inspiracją do tej pracy (a właściwie całej serii prac, które wczoraj powstały) były małe formy graficzne Bei Mahan – mojej „soulmate” z serca Barcelony, z którą poznałam się i zakolegowałam dzięki flick.com. Dokładnie takie szybkie działania były mi wczoraj potrzebne – bo miałam wiele chęci i bardzo mało czasu na realizację planów. Szybkie szpachlowanie gesso, nerwowe działania pastelą, chaotyczna ekolina i drobinki glimmer mistów. Do tego fragmenty różnych papierów, opakowań i naklejek – wszystko (akurat tak się złożyło) ze sklepu scrapki.pl. Całośc portaktowana surowo ołówkiem i mam w domu coś na co miło popatrzeć.

—————————————————————————————————————————————————————–

Mam również przyjemność oficjalnie ogłosić i zaprosić Was moje drogie scraperki z Polandii, ale przede wszystkim all of you french and english speaking friends for my southern coast of France workshops with my awesome entre{ART}istesmagazine friends: Celine Navarro and Karine!!!

Montpellier :: 8 & 9 Octobre

Jeśli któraś z Was będzie w tych okolicach to również zapraszam – szykuje się wyjątkowe spotkanie, no i… zawsze to przedłużenie lata; bo kiedy tutaj będziemy mieć już jesień, na wybrzeżu będzie można się jeszcze opalać, może zaplanujecie sobie późne wakacje we Francji?

Tymczasem życzę udanego weekendu i polecam spacery z aparatem!

15/07/2011

free your mind!

Uwolnij myśli, oczyść stół, przygotuj dłonie… oddychaj…

ADIN… odsuń od stołu karton wielkości TV wypełniony kwiatami…

DWA… wyjmij pudło z papierami ILS

TRI… zrelaksuj się i poczuj lato…

To moja terapia, to jest oczyszczenie… nic niepotrzebnego, nic skomplikowanego, tylko plaża, stopy, typografia, kółka, taśma i farba – wracamy do korzeni.

papier ILS z kolekcji ‚Mint’ i mnóstwo „śmieciowych” rzeczy i fontów, m.in. Prima Marketing (turkusowy i granatowy)

Na blogu I {lowe} SCRAP zagości dziś oficjalnie lato i wszystko co się z tematem lata kojarzy naszemu DT. Zapraszamy Was do tworzenia „letnich” prac i wysyłania ich do nas, macie cały miesiąc!

——————————————————————————————————————————————————————-

A na deser jedno z najwspanialszych zdjęć jakie ostatnio widziałam:

 THIS IS PARIS

Tak niesztampowo pokazanego Paryża chyba jeszcze nie widziałam… klimat miasta czuję nawet tutaj, w środku lasu, w samym centrum Europy. Kocham praktycznie WSZYSTKIE zdjęcia które publikuje Theo Gosselin, podziwiam umiejętność wynajdywania przeróżnych, pięknych zakątków wypełnionych cudownym światłem, łatwość „łapania chwili” i ten bumelancki klimat. Chciałam ‚uprawiać’ taką fotografię, o takiej marzę, taką podziwiam, ale takiej też – się boję. Może kiedyś, na razie… podziwiam.

Paryż… Paryż również dlatego, że mieszka tam teraz jedna z najbliższych mi na świecie osób, która dokładnie 11 dni temu urodziła jedną z najpiękniejszych na świecie istot… a mnie tam przy nich nie ma… ale już niedługo się spotkamy i będziemy wspólnie patrzeć na dachy…  takie jak na tym zdjęciu.

%d blogerów lubi to: